Ojciec Joseph Bill VC

HOŁD DLA ŚWIĘTEJ PAMIĘCI OJCA JOSEPHA K. BILLA

„Jezus cierpiał za nas i umarł na krzyżu za nas. Ta miłość musi zostać odwzajemniona. Dlatego postanowiliśmy podążać za Jezusem Chrystusem.” Ojciec Bill był tak głęboko przekonany o tej prawdzie, że pracował dniem i nocą, aby urzeczywistnić ją w swoim życiu. Zwykł mówić, że w 1976 roku Bóg odnowił jego serce, zniszczone przez dwa zawały, aby mógł głosić miłość i przebaczenie Jezusa w każdym zakątku świata. Wszechmogący wezwał go do odpoczynku w swojej obecności po 50 latach szczerej i wiernej posługi kapłańskiej. 

Ojciec Joseph Kuruppamparambil, w skrócie Ojciec J. K. Bill, urodził się 23 lutego 1928 roku jako czwarte dziecko małżeństwa Xaviera i Anny w Thottakam, Vaikom, Kerala, Indie. Wstąpił do Zgromadzenia św. Wincentego à Paulo, katolickiej organizacji zakonnej założonej w Kerali w południowych Indiach. Pierwsze śluby zakonne złożył 22 maja 1952 roku, śluby wieczyste 5 stycznia 1956 roku, a święcenia kapłańskie przyjął 12 października 1958 roku z rąk śp. kardynała Josepha Parekkattila, ówczesnego arcybiskupa archidiecezji Ernakulam.

Ojciec Joseph Kuruppamparambil VC wstąpił do niższego seminarium św. Wincentego w 1948 roku. Był jednym z dziesięciu seminarzystów pierwszego rocznika. Jeszcze zanim został przyjęty do seminarium, w czasie nauki w szkole średniej, rozpoczął projekt rozprowadzania antykomunistycznej literatury o nazwie INTEC, który w dłuższej perspektywie okazał się bardzo skuteczny. W seminarium zainicjował grupę braci zakonnych, która pod jego przewodnictwem promowała praktyki pobożnościowe, zwłaszcza nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, w celu rozwijania autentycznej pobożności wśród seminarzystów.

Wkrótce po święceniach kapłańskich, Ojciec Bill zaangażował się w różnorodne działania, takie jak prace parafialne oraz zarządzanie Generalatem Zgromadzenia. Gdziekolwiek pracował, inicjował liczne projekty społeczne. Całkowite oddanie było jego cechą charakterystyczną. Przez całe życie był niesamowicie optymistyczny, zawsze pogodny, nigdy nie popadał w przygnębienie, nawet w bardzo trudnych sytuacjach.

Ojciec Joseph był odpowiedzialny za zakładanie szkół pod auspicjami Zgromadzenia św. Wincentego à Paulo, w tym szkół anglojęzycznych, które w tamtym czasie były rzadkością w stanie Kerala. Nigdy się nie zniechęcał ani nie tracił nadziei. Był pełen przygód, a jego duch przedsiębiorczości był widoczny wszędzie tam, gdzie został skierowany i we wszystkim, co robił. Jego inicjatywa, wyobraźnia, oryginalność oraz zdolność do przyciągania ludzi ujawniały jego barwną osobowość i wyjątkowe cechy przywódcze. Jego zasługą było założenie wielu sierocińców i szkół dla ubogich. Nigdy nie robił niczego połowicznie. Zawsze całkowicie angażował się w to, co robił. Jego dynamizm był zauważalny w najwyższym stopniu.

Ojciec Bill był jednym z pionierów Misji Ludowych prowadzonej przez Zgromadzenie św. Wincentego à Paulo, które rozpoczęto w 1951 roku podczas jego nowicjatu. Po święceniach w pełni zaangażował się w ich organizację i wprowadzał nowatorskie elementy oraz zmiany w tradycyjnych praktykach, co przyczyniło się do wzrostu i rozwoju tego programu odnowy religijnej na terenie całego kraju.

W wieku 48 lat doznał dwóch zawałów serca, które unieruchomiły go w łóżku na 45 dni. Lekarze ostrzegali go, by unikał wszelkich forsownych działań, w tym wchodzenia po schodach, a przede wszystkim głoszenia kazań. W czasie rekonwalescencji został zaproszony na rekolekcje organizowane przez Ruch Charyzmatyczny, w których uczestniczyło 160 księży i dwóch biskupów. Podczas modlitwy o uzdrowienie doznał głębokiego duchowego przemienienia, a badania lekarskie potwierdziły jego całkowite wyzdrowienie. Wkrótce potem otrzymał pozwolenie na zwolnienie z obowiązków administracyjnych, aby skupić się na głoszeniu Słowa Bożego.

Ojciec Bill studiował również uzdrowienie z wiarą w Pittsburghu w USA. Po zakończeniu szkolenia modlił się nad sparaliżowaną osobą na wózku inwalidzkim, która natychmiast odzyskała zdrowie i zdolność chodzenia. Od tego czasu prowadził sześciodniowe rekolekcje oraz Msze Święte z modlitwą o uzdrowienie na całym świecie.

Jego kazania zawsze cechowały się jasnością, skutecznością i praktycznością. Jego osobowość, zdolności muzyczne oraz umiejętność przyciągania tłumów sprawiły, że był znany nie tylko w Indiach, ale na całym świecie. Ojciec Bill był jednym z pierwszych liderów Ruchu Charyzmatycznego w Indiach. Wiernie wypełniał nakaz Jezusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16,15).

W 1992 roku z wielkim entuzjazmem dołączył do Misji Wschodnioafrykańskiej Zgromadzenia św. Wincentego à Paulo, gdzie głosił Ewangelię w Tanzanii, Kenii, Ugandzie i na całym kontynencie afrykańskim. Jego rekolekcje przyciągały tłumy ludzi niezależnie od wyznania, narodowości czy koloru skóry. Zakładał także domy modlitwy, w których regularnie odbywają się rekolekcje i nabożeństwa uzdrowienia.

Ojciec Bill nie doczekał swojego 50-lecia kapłaństwa na ziemi. Kilka miesięcy przed jubileuszem został wezwany do Domu Ojca. Zmarł kilka dni po swoich 80. urodzinach.

Ojcze Billu, módl się za nami!

Jego ostatni dzień

OSTATNIE DNI OJCA BILLA WEDŁUG RELACJI OJCA ANTHONY’EGO SAJI

Byłem z Ojcem Billem w ostatnich tygodniach jego życia, a także w chwili jego śmierci. Umarł w moich ramionach. Chciałbym podzielić się z wami tym, jak to się wydarzyło.

23 lutego 2008 roku poświęciliśmy nowy dom w Ugandzie, następnie pojechaliśmy na rekolekcje do Tanzanii, a potem znów spotkaliśmy się w Ugandzie. Ojciec Bill miał udać się na misję ludową do Gulu, miasta przy granicy z Sudanem. To bardzo trudne miejsce, dotknięte wojną domową i przemocą. Droga z Entebbe do Gulu liczy ponad 400 km i jest bardzo trudna. Chciałem kupić bilet lotniczy dla Ojca Billa na niedzielę, ale w sobotę wieczorem zadzwoniono do mnie z lotniska, informując, że w niedzielę odlatuje tylko mały samolot do Gulu i wszystkie miejsca są już zajęte. Zasugerowałem odwołanie programu w Gulu. Ojciec Bill spojrzał na mnie i powiedział: „Możesz mówić mi wszystko, ale nigdy nie proś mnie o odwołanie misji ludowej lub rekolekcji!” Poprosił mnie, abym zawiózł go do Gulu. Wahałem się, ponieważ nie znałem drogi, wiedziałem tylko, jak trudne są tamtejsze warunki. Jednak Ojciec Bill nalegał. Powiedział: „Jedźmy!”

Podróżowaliśmy dużym jeepem. Wyjechaliśmy o 11:00 rano i dotarliśmy na miejsce o 20:00. Dziewięć godzin bez przerwy. Czterysta kilometrów, pod górę i w dół. Kiedy przyjechaliśmy, organizatorzy powitali nas i zaprowadzili na scenę. Przed sceną zgromadziło się około trzystu tysięcy ludzi, śpiewali i klaskali. Zawiozłem Ojca Billa tuż pod scenę i pokazałem mu, jak na nią wejść. Wspiął się na scenę i raz po raz patrzył na mnie. Potem poprosił mnie, żebym do niego dołączył. Powiedział do tłumu: „Przywiozłem wam młodego księdza. On będzie głosił kazanie.” Spojrzałem na niego zaskoczony: „Powiedziałeś mi, żebym cię tu przywiózł, a nie głosił kazanie. Nigdy nie przemawiałem do tak wielkiego tłumu!” Kiedy spojrzałem na morze ludzi, zacząłem drżeć. Ojciec Bill powiedział: „Nie martw się, dasz radę!” Więc to zrobiłem, a po błogosławieństwie poszliśmy spać.

W poniedziałek wspaniale się wyspaliśmy, a wieczorem odbył się piękny program. We wtorek rano poszliśmy do lokalnego szpitala, gdzie poproszono Ojca Billa, aby pomodlił się za chorych. Zebrało się tam ponad 500 osób, a Ojciec Bill powiedział do nich: „Pewnego dnia wszyscy umrzemy, bądźcie gotowi na ten dzień!” Ludzie posmutnieli. Zacząłem się pocić. Pomyślałem: Dlaczego tak mówi? Właściwie mówi im: przygotujcie się! Śmierć może nadejść w każdej chwili! A Ojciec Bill kontynuował: „Jestem już stary, więc przywiozłem wam młodego księdza, on was uzdrowi.” Następnie poszedł na oddział intensywnej terapii i poprosił mnie, abym podszedł do wszystkich chorych w szpitalu i ich pobłogosławił. Towarzyszyłem Ojcu Billowi na OIOM-ie – na jednym z łóżek leżał mężczyzna, za którego Ojciec Bill się modlił. Dwa dni później na tym samym łóżku spocznie ciało Ojca Billa.

W środę zostaliśmy zaproszeni do klasztoru. Było tam 85 zakonnic, a co roku jedna z nich zapadała na paraliż. Siostry uważały, że jest tam jakieś zło. Kiedy dotarliśmy do klasztoru, siostry poprosiły Ojca Billa o odprawienie Mszy o uzdrowienie. Ojciec Bill obiecał poświęcić wszystkie pokoje i odprawić Mszę o uzdrowienie. Powiedział do mnie: „Chodź, odprawimy Mszę o uzdrowienie!” Kiedy zakładałem stułę, powiedział: „Anthony, ty odprawisz tę Mszę!” Przestraszyłem się: „Nie wiem jeszcze, jak odprawić Mszę o uzdrowienie, dlaczego mi to robisz?” Ale on zmusił mnie do jej odprawienia. W ogóle nie wiedziałem, jak to zrobić. Odprawiłem dobrą Mszę świętą, Ojciec Bill był bardzo zadowolony, a siostry również. Potem Ojciec Bill poprosił mnie, abym poświęcił wszystkie pokoje sióstr oraz ich ziemię o powierzchni 80 hektarów. Zgodziłem się. Wieczorem nie mogłem nawet poruszać ręką.

Wieczorami zwykle masowałem nogi Ojca Billa. Tej nocy znów to zrobiłem, ale moje prawe ramię bolało mnie po długim dniu w klasztorze, więc masowałem go tylko lewą ręką. Ojciec Bill poprosił, żebym był delikatniejszy, ale sam byłem w ogromnym bólu. Po nogach zacząłem masować ręce i zostałem z Ojcem Billem do 6 rano w czwartek. Całą noc go masowałem.

Około północy Ojciec Bill był bardzo zmęczony i wypowiedział swoje ostatnie słowa: „Pozwól mi się położyć”. Włożyliśmy go do samochodu, ale gdy dojechaliśmy do szpitala, lekarze stwierdzili, że Ojciec Bill odszedł do wieczności. Nie mogłem w to uwierzyć.

Ojciec Bill zawsze powtarzał młodym księżom: „Bądźcie święci! Świat potrzebuje świętych kapłanów.”

Ojcze Billu, módl się za nami!

Wspomnienie z pogrzebu Ojca Bill’a

Kraków 2 kwietnia 2008 r.
Entebbe, Uganda 18-21 marca 2008
Beata Lahey, tłumacz i koordynator rekolekcji Ojca Bill’a

Przyjeżdżał do nas przemierzając kontynenty, więc aby go pożegnać, przyszło mi wyruszyć aż do Entebbe w Ugandzie. Ojciec Bill pragnął umrzeć i zostać pochowany w Ugandzie. Jego pogrzeb odbył się 19 marca w Entebbe, u stóp Matki Bożej od Cudownego Medalika, w dniu Jego patrona, Świętego Józefa.

Wiadomość o śmierci Ojca dotarła do mnie sms’em o 5:50 rano naszego czasu, 14 marca. W pierwszym odruchu pomyślałam, że może to być kolejna niepotwierdzona plotka, bo przecież Ojca już wielokrotnie „uśmiercano”. Niestety, w skrzynce odbiorczej był już list od Joan, koordynatorki rekolekcji z Irlandii, potwierdzający tą smutną wiadomość.

Ojciec Bill umarł w drodze. Do ostatnich chwil swego życia głosił Słowo Boże. Zdecydował pojechać do Gulu nie zważając na to, że odwołano lot. Gulu leży na północy Ugandy i od 24 lat toczy się tam wojna. Zabrał ze sobą swego wychowanka Ojca Antoniego, wsiadł do samochodu i ruszył w siedmio i pół godzinną podróż do Nieba….., bo takie właśnie znaczenie ma słowo Gulu w narzeczu Andola, jak nam później wyjaśnił podczas homilii pogrzebowej Biskup pomocniczy Kampala, Christopher Kakooza. W drodze zadzwonił do wszystkich wychowanków pracujących w Afryce Wschodniej. Pocieszał ich i przypominał, że jest z nimi, jakby wiedział, że kres życia jest bliski.

Kiedy dotarli na miejsce, Ojciec udał się prosto na stadion, gdzie czekało na niego 300 tysięcy uczestników misji ludowych. Tego dnia, po raz pierwszy od wielu miesięcy, spadł deszcz. Ojciec Bill nie czuł się dobrze i kilkakrotnie prosił Ojca Antoniego, aby zastąpił go w głoszeniu katechez. Nawet w ostatnich godzinach życia troszczył się o misję głoszenia Słowa Bożego. Wieczorem, 13 marca, kiedy uświadomił sobie, że zapomnieli o umówionym spotkaniu radiowym, poprosił, aby Ojciec Antoni nie odwoływał programu lecz go zastąpił. Po powrocie około godziny 24.00, Ojciec Antoni zastał Ojca Billa w bardzo ciężkim stanie. Wraz z siostrami Sacre Coeur zaprowadzili Ojca do samochodu, aby zawieść go do szpitala. Ojciec Bill zmarł w drodze do szpitala, wspierając swą głowę na ręce Ojca Antoniego.

Decyzję o wyjeździe na pogrzeb do Afryki podjęłam nazajutrz rano. Wraz ze mną wyjazd rozważało kilka osób, ale tylko mój doszedł do skutku. Samotność mojej wyprawy na Czarny Ląd skończyła się niespodziewanie w Amsterdamie. Wtedy to przez przypadek zorientowałam się, że na start w tym samym samolocie czeka również cała grupa osób związanych z rekolekcjami Ojca Bill’a: z Europy, Stanów i Korei. Wśród nich Joan i Sonya, które większość z Was zna. Na lotnisku w Nairobi, dołączyła do nas jeszcze grupa z Indii, a wśród nich rodzina Ojca Bill’a oraz księża ze Zgromadzenia Św. Wincentego a Paulo w Keralii. Tak więc lotem o 10:40 rano z Nairobi do Entebbe, przyleciało wraz ze mną około 20 osób.

Na lotnisku przywitał nas jeden z wychowanków Ojca Bill’a, Ks. Jan oraz kilku parafian, którzy służyli swoimi samochodami, aby przewieźć nas do domu rekolekcyjnego Sióstr Marie Reparatice. Powitała nas również słoneczna, kwitnąca, prosta i ufna Afryka, którą tak bardzo ukochał Ojciec Bill, że zapragnął tu umrzeć i zostać pochowany. I tak po kilku godzinach byliśmy już w wypełnionej po brzegi katedrze w Kampala. Tutaj przesuwaliśmy się wolno w procesji, aby pogrążeni w smutku na zawsze pozostawić w pamięci ziemskie ciało Ojca Billa. Pomimo opuchlizny spowodowanej zawałem, Ojciec spoczywał z uśmiechem na twarzy. Zgodnie z diagnozą postawioną przez lekarzy w 1976 r. trzeci zawał okazał się śmiertelny. Pan Bóg podarował jednak Ojcu dodatkowe 32 lata życia…

Mszę świętą celebrował Ksiądz Arcybiskup Diecezji Kampala – Cyprian Kizito Lwanga. Podczas homilii powiedział, że śmierć Ojca Bill’a zastała nas smutnych, ale mocno wierzących. Dziękował Bogu za Jezusa, bo bez Niego nie byłoby między nami Ojca Bill’a. Dziękował za misjonarzy, który położyli fundament wiary, ale zaznaczył, że to Ojciec Bill przeprowadził duchowe tsunami. W jego odczuciu, Ojciec był sługą Boga, człowiekiem modlitwy, instrumentem uzdrowienia zarówno duchowego jak i cielesnego, człowiekiem mocno wierzącym i świętym. Był wspaniałym kaznodzieją. Kiedy głosił katechezę, nikt nie zasypiał. Pomagał wyjawić kim tak naprawdę jest Bóg. Podkreślał, że Bóg jest doskonały, pełen miłosierdzia i sprawiedliwości. Ojciec Bill mówił nam o prostocie Boga. On sam był człowiekiem prostym. Przypominał nam, że Bóg żyje poza wymiarem czasu, że jest wieczny, że jest miłującym Ojcem.

Ks. Arcybiskup przypomniał, że właśnie w Archidiecezji Kampala odbyły się pierwsze rekolekcje Ojca Bill’a w Ugandzie. Wspominał o uzdrowieniu osoby cierpiącej na niekontrolowane, gwałtowne ruchy ciała, które miało miejsce w obecności biskupa. Kiedy Ojciec Bill nad nią się pomodlił, dolegliwość ustąpiła. Ks. Arcybiskup podkreślił, że uzdrowienia za przyczyną Ojca Bill’a nie wynikały z niego samego, ale sprawiała to moc Ducha Świętego. Wspominał też liczne katechezy Ojca Bill’a, m.in. o sakramencie spowiedzi, o aborcji, o przygotowaniu do dobrej śmierci. Ks. Arcybiskup wyraził wiarę i nadzieję, że Ojciec Bill pójdzie do Nieba, a my wszyscy, którzy Go znaliśmy, będziemy mieli tam orędownika. Na zakończenie homilii zaintonował znaną wszystkim pieśń, której uczył Ojciec Bill podczas rekolekcji Jezus kocha mnie.

Zarówno podczas homilii, jak i wielu innych wystąpień kończących Mszę św. wielokrotnie rozbrzmiewały oklaski. Zwłaszcza wtedy, kiedy padały słowa o świętości życia Ojca Bill’a. Dopiero tutaj w Afryce, zrozumieliśmy, dlaczego Ojciec Bill tak często powtarzał, że w naszym śpiewie brakuje życia i radości. Afrykanie, mają to do siebie, że w ich śpiewie uczestniczy cała osoba: głos, ciało i duch. A w śpiewie widać zaangażowanie i poruszenie całej osoby. Te obserwacje odebrałam jako zaproszenie do tego, by zachowując nasz europejski temperament i obyczaje, podjąć próby zafrykanizowania naszej modlitwy śpiewem i zastąpienia powagi skupienia – uśmiechem radości.

Ciało Ojca Bill’a przewieziono z katedry w Kampala do Sanktuarium Cudownego Medalika w Entebbe. Wszyscy doskonale pamiętamy wielkie nabożeństwo Ojca Bill’a do Matki Bożej i jego życie pełne rozważań Różańca Świętego. Wielu z nas nosi taki cudowny medalik, który otrzymaliśmy od Ojca Bill’a w trakcie rekolekcji. To właśnie w tym niewielkim sanktuarium, wybudowanym staraniami Ojca Bill’a, 19 marca, złożono tam jego doczesne szczątki.

Setki ludzi pragnących Go pożegnać przewijały się w przeddzień i noc pogrzebu przez sanktuarium Matki Bożej Cudownego Medalika. Tam wystawiono ciało Ojca Bill’a. Również dla mnie był to czas pożegnania i podziękowania. Siedziałam w pobliżu, płakałam, wspominałam i gorąco modliłam się modlitwą dziękczynienia i prośby o dalsze łaski za przyczyną Ojca. Wielu z nas dotykało Jego ciała jak relikwii świętego. Było to przepiękne świadectwo ufnej, żywej wiary, że Ojciec Bill stoi już przed obliczem Pana i modli się za nami.

O godzinie 13.00 rozpoczęła się uroczysta Msza święta pogrzebowa i trwała około trzy i pół godziny. Przybyło wielu Arcybiskupów, biskupów, przedstawicieli rządu i około 3 tysięcy wiernych. Od czasu śmierci Ojca do dnia pogrzebu, w jego intencji odprawiono wiele Mszy św., w których licznie uczestniczyli wierni. Jak oszacował Ojciec Antoni, na Mszę św. w Gulu przybyło ok. 200 tysięcy osób. Pozostałe Msze święte w katedrze w Kampala gromadziły około 7 tysięcy osób.

Uroczystości pogrzebowe Ojca Bill’a przemówieniem rozpoczął drugi zastępca premiera i minister infrastruktury (Public Sernice), Pan Henry Muganwa. Wyraził ogromną radość, że rząd Ugandy wydelegował właśnie jego, by pożegnał Ojca Billa, przywódcę duchowego, człowieka wielkiej prostoty i cnoty. Podkreślił, że wszystko co czynił Ojciec Bill było bardzo przykładne, monastyczne. Ojciec był doskonałym pasterzem. Zastępca premiera przypomniał też postać Matki Teresy z Kalkuty. Zarówno Ojciec Bill jak i Matka Teresa uczyli nas całkowitego oddania się Bogu, prostoty życia, godnego traktowania bliźnich, stosunku do prostych ludzi. W dalszym ciągu dziękował Bogu, że posłał Ojca Bill’a do Ugandy. Podkreślił, że śmierć Ojca Billa w tym kraju jest dla mieszkańców wielkim błogosławieństwem. Pokornie prosił pasterzy kościoła obecnych na pogrzebie, by zachęcali do modlitwy o kanonizację Ojca Bill’a. Wspominał też pogrzeb Ojca Świętego Jana Pawła II i okrzyki „santo subito”. Zachęcał Ugandyjczyków, aby modlili się o rychłą kanonizację Ojca Bill’a. Homilię wygłosił biskup pomocniczy archidiecezji Kampala Christopher Kakooza. Przytoczę streszczenie kilku fragmentów jego wypowiedzi:

W roku 1996 roku Ojciec Bill zapukał do moich drzwi. Przysłał Go do mnie Kardynał Emanuel Wamala. Początkowo Ojciec miał wygłosić rekolekcje dla księży i biskupów. Okazało się, że pierwszego dnia nie zjawił się na rekolekcjach. Ks. Biskup żartował, że w związku z tym ks. Kardynał wydelegował jego, aby tego dnia wygłosił katechezy. W konsekwencji pozostał, by uczestniczyć w całych rekolekcjach. Zanucił piosenkę „Jezus kocha cię”. Na odzew nie trzeba było czekać. Po chwili już wszyscy śpiewali razem z biskupem. Wspominał motto Ojca Bill’a „Jezus cię kocha” oraz jego prostotę i humor. Zdarzały się cuda, ale Ojciec najpierw uczył wybaczać. Mawiał, że na początku potrzebne jest nawrócenie, a wszystko inne będzie nam przydane. Na zakończenie Ks. Biskup podkreślił wielkie duchowe przebudzenie w Ugandy, które spowodował Ojciec Bill.

Dzieło nowej ewangelizacji i posługi całkowitej terapii osoby w szpitalu Pana Jezusa, które prowadził Ojciec Bill nadal trwa. Jak wspomniał ksiądz Arcybiskup Lwanga podczas pogrzebu, Ojciec Bill był instrumentem w procesie uzdrowienia duchowego i cielesnego, którym posługiwał się Duch Święty. Ten sam wieczny i miłosierny Bóg nigdy nas nie opuści, ani nie zawiedzie. Zgromadzenie św. Wincentego a Paulo z Indii, wybrało Ojca Antoniego, który był przy Ojcu Bill’u w chwili śmierci, by kontynuował dzieło Jego rekolekcji Usłyszeć, doświadczyć, dać świadectwo Jezusowi.

Tak więc tegoroczne Rekolekcje Ojca Bill’a w Polsce odbędą się od 3 do 9 sierpnia w Konstancinie. Poprowadzi je właśnie Ojciec Antoni. Trwajmy w modlitwie i ufajmy, że wielkie dzieła Pana dane nam teraz będzie poznać przez posługę Ojca Antoniego, który niejednokrotnie towarzyszył Ojcu Billowi i wspólnie z nim głosił katechezy rekolekcyjne. Jest młodym rozmodlonym księdzem, który oddaje swoje siły, zapał i miłość w służbie Bogu i bliźnim. Mieliśmy okazję poznać go w Ugandzie. Jest otwarty, uczynny, radosny, prostolinijny i pełen wigoru. Rekolekcje pragnie prowadzić tak jak nauczył go Ojciec Bill, łącznie z konsultacjami indywidualnymi. Dzieła zrodzone na takich fundamentach muszą być trwałe, bo stworzone są przez samego Pana. On bez wątpienia zadba, byśmy nie ustawali w ich kontynuacji w zapoczątkowanym przez Niego wielkim procesie ewangelizacji. Wierzymy, że katechezy rekolekcyjne głoszone przez Ojca Antoniego, równie mocno poruszą nasze serca, a Pan będzie tak blisko jak przez wszystkie lata posługi Ojca Billa. Zaufajmy Panu, Bo On nas nigdy nie oszuka i nigdy nie okłamie, bo jesteśmy Jego największą miłością

Ojciec Bill założył w Afryce Wschodniej wiele domów modlitwy. Budowa: Domu Zgromadzenia i Sanktuarium Cudownego Medalika w Entebbe, Domu Zgromadzenia oraz Kościoła parafialnego w Vikindu, Dar Es Salam, czy Kościóła parafialnego w Kigoma została już ukończona. Inne dzieła, np. w Vikindu i Uvinsa są w trakcie realizacji. W drodze na uroczystości pogrzebowe Ojca gościliśmy w domu Zgromadzenia w Entebbe oraz Cudownego Sanktuarium Cudownego Medalika. Widzieliśmy również teren przeznaczony pod budowę kolejnego domu rekolekcyjnego. Tu właśnie 19 marca Ojciec planował położyć kamień węgielny. Odwiedziliśmy również Centrum Rekolekcyjne w Masaka, położone około 3 godziny drogi samochodem na południowy zachód od Entebbe. Jest to piękne wzgórze o symbolice biblijnej. W pierwszej kolejności powstaje tu dom dla księży, a w dalszej dom rekolekcyjny. Na tym wzgórzu odbywają się już rekolekcje pod gołym niebem. Co miesiąc przybywa tu kilkaset osób, natomiast doroczne misje przyciągają kilka tysięcy osób. To właśnie tu Ojciec Bill świętował swoje osiemdziesiąte urodziny.

Wspólnie z Ojcem Antonim, na tym wzgórzu grupa koordynatorów rekolekcji z Europy, Stanów i Korei, odprawiła w Wielki Piątek Drogę Krzyżową.

Wspomnienie z podróży do Ugandy 10-19 marca 2009

Beata Lahey, tłumacz i koordynator ”Rekolekcji Ojca Bill’a”
Sanktuarium Cudownego Medalika, Entebbe

„Jesteś szczęśliwa?” Na pewno zadałby mi to pytanie zaraz po powitaniu. Rok po śmierci Ojca Bill’a na lotnisku w Entebbe przywitał nas Ojciec Antoni, który w ślad za Ojcem Bill’em uczestniczy w ewangelizacji i nowej ewangelizacji głosząc rekolekcje „Usłyszeć, zobaczyć, dać świadectwo Jezusowi”. Kiedy dotarliśmy do domu rekolekcyjnego, w którym zamieszkaliśmy na czas naszego pobytu było już późno, zatem dopiero następnego ranka Misjonarze przewieźli nas do Sanktuarium Cudownego Medalika gdzie uczestniczyliśmy w Mszy św. Wcześniej jednak każdy z nas spełnił potrzebę serca, aby „przywitać” się z Ojcem Bill’em i modlić przy jego grobie. Zawsze prowadził nas do Pana Jezusa i teraz również nasze „spotkanie” z Ojcem Billem odbyło się w obecności Pana Jezusa podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu. Oczywiście płynęły łzy radości, wdzięczności, tęsknoty i żarliwej modlitwy.

Grób Ojca Bill’a wewnątrz Sanktuarium, Entebbe
Muszę przyznać, że tegoroczna podróż była doświadczeniem „rozmowy” w innym języku – języku obrazów, które mówiły do mnie na sposób biblijny i rekolekcyjny. Dotarliśmy nawet do Nieba i z powrotem w dwa dni, tyle, bowiem zajęło nam dojechanie i powrót z Entebbe do miasta Gulu, którego nazwa w lokalnym języku oznacza właśnie „Niebo”. W tym mieście umarł w ubogich warunkach Ojciec Bill. „Niebo”, tam w Gulu, było Mszą św. wśród zranionych dzieci, młodocianych kilkunastoletnich matek, wśród przyjaciół, koordynatorów rekolekcji, w szpitalu wśród chorych i koczujących pod drzewami oczekującymi na leczenie.
Dzieci z Ośrodka św. Moniki, Gulu
Trochę starsze dzieci tańczące wraz z siostrami Sacre Coeur w ośrodku św. Moniki, Gulu
Do Gulu dotarliśmy pierwszego dnia wieczorem po ośmiu godzinach podróży. Zatrzymaliśmy się w Ośrodku św. Moniki gdzie Siostra Rosemary, laureatka nagrody Bohaterowie CNN, opiekuje się grupą „matek-dzieci” i „dzieci-żołnierzy”. To właśnie tu Ojciec Bill spędził ostatnie dni swego życia. Wśród odrzuconych, skrzywdzonych dziewcząt i ich dzieci. Wśród ofiar rebeliantów LRA, którzy od dwudziestu lat brutalnie porywali dzieci wcielając je do swojej armii, mordując, gwałcąc. Ojciec Bill mieszkał w małym skromnym budynku, który został wybudowany jako pierwsze przedszkole. Miał do dyspozycji inne, bardziej godziwe warunki, wybrał jednak ten prosty domek, a na emeryturze pragnął zamieszkać jeszcze prościej jak widać na fotografii poniżej.
Ostatnie mieszkanie Ojca Bill’a na ziemi. Tak pragnął mieszkać na emeryturze.

Tym razem podczas „katechezy” Ojca Bill’a nie usłyszeliśmy żadnych słów. Działały na nas jedynie obrazy i głębokie poruszenie współczującego serca. Jak echo w różnych rozmowach padało pytanie „dlaczego właśnie to miejsce mieliśmy poznać?” W myślach rodziły się pytania o woluntariat, adopcje, różne rodzaje wsparcia, o ludzką solidarność i wrażliwość. Wiem, że te myśli będą dojrzewać, bo przecież nieprzypadkowo znalazłam się w miejscu, którego sama nigdy bym nie wybrała jako cel podróży. Jedna jasna odpowiedz to zachęta, aby nie ustawać w kontynuacji Rekolekcji Ojca Bill’a, przez które Pan Jezus przemienia serca na całym świecie, tak w Afryce jak i w Europie. Jedne serca ewangelizuje, a drugie odnawia i uzdrawia.
W drodze powrotnej, jak przystało na kraj afrykański, spotkaliśmy po drodze stadko koczkodanów. Choć ta dygresja może się wydawać mało misyjna, to jednak dla tych, którzy byli już na rekolekcjach Ojca Antoniego będzie dobrą ilustracja pewnej opowieści o zdrowych instynktach małego małpiątka uciekającego przed wężem.

Rodzinka koczkodanów niedaleko mostu przez Nil
Zresztą, przecież porównania Ojca Bill’a bywały również egzotyczne, a mimo to przemawiające podobieństwem ludzkich doświadczeń. Pamiętacie historyjkę o tej kobiecinie, która na głowie dźwigała kosz? Po drodze podwiózł ją ktoś ciężarówką, żeby jej było lżej, ale ona, choć siedziała w samochodzie nadal trzymała kosz na głowie?
Afrykańczycy noszący swoje ciężary na głowach
Afrykańczycy noszący swoje ciężary na głowach
Ileż to innych treści rekolekcyjnych wywoływały te afrykańskie obrazy. Natura też wiele mówi, choć bez słów. Czyż patrząc na obfitość ziaren, nie łatwiej zrozumieć…..”Dawajcie, a będzie wam dane: miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie (Łk 6,38).
Bujna roślinność
Moje spotkanie z obrazami i przemawianie w tym języku miało swój wstęp kilka tygodni wcześniej w Paryżu. Tuż przed wyjazdem do Ugandy, podczas innej podróży, w Luwrze widziałam obraz przedstawiający Ofiarowanie Pańskie, w którym mali ministranci przyglądają się parze synogarlic choć obok mają miejsce wydarzenia doniosłe. Są w Bożej obecności, choć na dziecięcy sposób. Trochę tak jak każdy z nas koordynatorów rekolekcji, zajęci swoimi sprawami, kiedy Ojciec Bill mówił : „ty zorganizuj następne rekolekcje”. Jak wynika ze świadectw, każdy z nas podejmował to zadanie z oporem i w mocnym trybie rezerwowym, bo nie łatwo jest ofiarować „swój” czas. Niełatwo odwrócić wzrok od absorbujących spraw życia codziennego – od pary synogarlic, wznieść serce do Pana i służyć nie zaniedbując normalnych spraw życia rodzinnego.
Dzieci podczas rekolekcji w Masaka Uganda, III 2009

Czas naszego pobytu zbiegł się z wizytacją kanoniczną, zatem oprócz możliwości uczestniczenia w uroczystej Mszy św. sprawowanej z okazji pierwszej rocznicy śmierci Ojca Billa, mieliśmy okazję poznać Prowincjała Zgromadzenia z Indii oraz wielu misjonarzy pracujących w Afryce Wschodniej. Uwagę zwracał apostolski optymizm, codzienne poczucie humoru i zapał w pracy codziennej, a nieraz całodobowej.
Na wspólną Mszę św. sprawowaną w pierwszą rocznicę śmierci Ojca Bill’a zebrali się, Biskupi Przełożeni Zgromadzenia, Ojcowie z różnych domów misyjnych, uczestnicy rekolekcji Ojca Bill’a, parafianie oraz nasza grupa organizatorów rekolekcji głównie z Europy i Stanów Zjednoczonych. Kazanie wygłosił Nuncjusz Apostolski Paul Tschang In-Nam. Nawiązując do przypowieści o Synu Marnotrawnym, Nuncjusz przypomniał nam, że Ojciec Bill był niezwykłym kaznodzieją, który pomógł wielu z nas odnaleźć drogę do domu Ojca. Przypomniał, że Ojciec Bill najpierw sam doświadczył łaski uzdrowienia, a później otrzymał również dar uzdrawiania. Kazanie było też dobrą sposobnością do przypomnienia nauczania kościoła na temat właśnie tego charyzmatu i posługi. Nuncjusz zacytował dokument Kongregacji Nauki Wiary, o nauczaniu kościoła odnośnie modlitwy o uzdrowienie. Myślę, że warto ten temat sobie przypomnieć, więc przytaczam ten fragment. Całość tekstu można łatwo znaleźć w Internecie.

Nuncjusz Apostolski, Biskup Kagwa, Ojciec James Prowincjał z Indii
Ojciec Antoni z Nuncjuszem Apostolskim

„Charyzmat uzdrawiania” nie jest dany jakiejś określonej kategorii wiernych. Jest czymś bardzo oczywistym, że św. Paweł, chociaż przedstawia różne charyzmaty w 1 Kor 12, to nie przypisuje daru „charyzmatu uzdrawiania” szczególnej grupie, czy to apostołom, czy prorokom, czy uczniom, czy tym, którzy sprawują władzę, lub też innym; co więcej, mówi o innej logice, która kieruje ich udzielaniem: „Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch udzielając każdemu tak, jak chce” (1 Kor 12,11). Zatem w spotkaniach modlitewnych organizowanych celem wyproszenia uzdrowień byłoby całkowicie arbitralne przypisanie „charyzmatu uzdrawiania” jakiejś kategorii uczestników, na przykład animatorom grupy; pozostaje tylko zdać się na wolną wolę Ducha Świętego, który udziela niektórym specjalnego charyzmatu uzdrawiania, aby okazać moc łaski Zmartwychwstałego. Z drugiej strony, dzięki modlitwom najbardziej usilnym nie otrzymujemy uzdrowienia ze wszystkich chorób. W ten sposób św. Paweł musi nauczyć się od Pana, że „wystarczy ci Mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9), i że znoszenie cierpienia może mieć jako sens także to, że „dopełniam braki udręk Chrystusa w moim ciele dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24).
Dzień przed powrotem mieliśmy również szczególny przywilej uczestniczenia w poświęceniu nowego kościoła w Centrum Rekolekcyjnym Bożego Miłosierdzia w Masaka. Kamień węgielny pod to centrum położył Ojciec Bill. We wpisie do Księgi Gości dziękuje wszystkim, którzy przyczynili się do tego, aby ten projekt mógł stać się rzeczywistością. 

Wpis Ojca Bill’a do księgi gości
Widok roztaczający się ze wzgórz w Masaka, na którym budowane jest Centrum Rekolekcyjne
Jak wspominał Ojciec Antoni podczas ubiegłorocznych rekolekcji, Kościół Bożego Miłosierdzia, który jest już gotowy w stanie surowym, powstał głównie dzięki ofiarom z Polski. Tym bardziej, z wielką radością dzielę się tymi zdjęciami, które pokazują ogromny postęp prac w porównaniu z rokiem ubiegłym. Wyjaśnię, że jest to szczególne osiągnięcie gdyż na wzgórzu gdzie powstaje Centrum Rekolekcyjne nie ma linii prądu elektrycznego (misjonarze korzystają z energii słonecznej), ani wody (do zbiorników odprowadza się wodę deszczową). Ponadto znalezienie dobrych wykonawców jest również nie lada wyczynem.
Kościół Bożego Miłosierdzia w Masaka
Kościół Bożego Miłosierdzia w Masaka
Centrum, od kiedy istnieje, tętni praca duszpasterską choć budynki jako takie są dopiero w budowie. Ludzie przychodzą tu na rekolekcje i czuwania i trwają na modlitwie i słuchaniu Słowa Bożego w warunkach całkiem polowych, zebrani pod prymitywnym zadaszeniem. Patrząc na ta modlitwę, biblijne porównania same przychodzą do głowy. Ileż to kazań, na rozmaitych górach wygłosił przecież Pan Jezus?
Dom księży w Masaka oraz zadaszenie, w którym obecnie już odbywają się rekolekcje
Dom księży w Masaka oraz zadaszenie, w którym obecnie już odbywają się rekolekcje
Uczestnicząc i obserwując ich modlitwę dostrzegałam przeróżne podobieństwa. Spowiedź w warunkach polowych, spanie w prowizorycznych namiotach, przecież to brzmi znajomo…..to nic innego jak nasze sierpniowe pielgrzymowanie na Jasna Górę, które na pewno dla postronnych obserwatorów „trąci” egzotyką katolicka, choć tak naprawdę jest zaangażowaniem ciała w modlitwę i wiarę. Choć życie wiarą rozgrywało się tu w innych warunkach kulturowych i ekonomicznych, to przecież te różnice nie stanowiły muru, a wręcz przeciwnie, jeszcze wyraźniej ukazywały, że wszyscy żyjemy tym samym duchem Ewangelii.
Wiara
Wiara
Wiara trwa i rozwija się ponadkulturowo, a proces głoszenia Dobrej Nowiny nawet w tym wymiarze pierwotnym nadal trwa. Istnieje wiele kultur znających wiarę od tak dawna, że trzeba je na nowo ewangelizować, bo spoganiały i skostniały, ale są również kultury, które nie słyszały jeszcze o Chrystusie, albo Go dopiero poznają. Uganda ma swoich męczenników za wiarę, których ćwiartowano i palonych żywcem zaledwie 130 lat temu.
Pomnik upamiętniający męczenników ugandyjskich, których palono żywcem
Wnętrze Sanktuarium Męczenników

Dla nas w dużej mierze to historia sprzed tysiąca lat, choć oczywiście i współcześnie kościół nadal spotykają prześladowania aż do przelania heroicznej krwi świętych. Jednak doświadczenie wiary w kościele 130 letnim, było swoistym cofnięciem się do wieków minionych i doświadczeniem ciągłości wiary, która pulsuje, przycicha, doznaje odrodzenia, jest prześladowana, ale trwa od tysiącleci.
Zadaję sobie pytanie czy jest w tej młodej wierze ugandyjskiej coś z ducha pierwszych wspólnot chrześcijańskich? Oczywiście od razu przyjmuję poprawkę na naturalna idealizację, powierzchowność obserwacji i własny podziw dla takich wspólnot. Z rozmów z Misjonarzami wynikało przecież, że parafianie wcale nie są idealni, że zdarza się interesowność, nieuczciwość. Jednak na dwudniowe rekolekcje przed poświęceniem kościoła ktoś przyprowadził woła, którego zabito na wspólny posiłek następnego dnia. Resztę dołożyli Misjonarze, tak więc po wspólnej Eucharystii wszyscy uczestnicy, a było tam około 700 osób wspólnie posilili się, zanim wyruszyli w drogę powrotną. Wyobrażam sobie, że tak właśnie postępowały pierwsze wspólnoty chrześcijańskie dzieląc się swoimi dobrami.

Po poświęceniu kościoła w Masaka, Uganda III 2009 „….wy dajcie im jeść”
Po poświęceniu kościoła w Masaka, Uganda III 2009 „….wy dajcie im jeść”

Rozumiem, że każda Msza św. jest bezcenną, uroczysta ofiarą, choć nie musi przebiegać w odświętnej atmosferze. Ludzkie doświadczenie podpowiada też, że nawet odświętność może się przecież znudzić i nie we wrażeniach jest główny sens i treść zaangażowania w modlitwę. Niemniej jednak gorliwość misjonarzy, piękno modlitw i gestów eucharystycznych niejednokrotnie wyjaśnionych podczas codziennych rekolekcji odprawianych w Entebbe były dla mnie tym doświadczeniem umocnienia przez wiarę. Jak mawiał Ojciec Bill, kiedy wzrasta wiara, umacnia się dusza, a wraz z nią również ciało i cały człowiek. Tak więc doświadczenie modlitwy w Afryce pokazało mi znów wyraziście, jak bardzo potrzebuję „pustyni w mieście”(książka Carlo Caretto), bo przecież nie wyprowadzę się teraz do Afryki, ani nie rozbiję trzech namiotów na ”mojej” Górze Tabor, pomijając codzienność i podstawowe życiowe powołanie.
Na zakończenie podzielę się jeszcze kilkoma myślami z nauki o apostołach świeckich, którą wygłosił nam Ojciec James – Prowincjał z Indii na podstawie Christifideles Laici i Lumen Gentes. Ojciec przypomniał , że głoszenie Słowa Bożego nie zawsze musi odbywać się za pośrednictwem słów gdyż nieraz sposób życia mówi więcej o Królestwie Bożym niż słowa. Jesteśmy powołani, aby naszym życiem świadczyć o Chrystusie, jednak najpierw musi nas przemienić Słowo Boże, bo tylko wtedy będziemy autentyczni. Będziemy żyć tym co usiłujemy głosić, pamiętając, że „… gdy wykonacie wszystkie dane wam nakazy: „Jesteśmy sługami bezużytecznymi. Wykonaliśmy to, co było do wykonania jako nasz obowiązek””. Lk 17, 10

List od Ojca Billa

Ojciec Bill w 2008 roku powierzył organizację rekolekcji w Polsce Beacie Lahey. Swoją wolę wyraził w liście skierowanym do poprzednich organizatorów. Beata Lahey jest fundatorem i prezesem Fundacji im. Ojca Josepha Billa w Polsce.

Galeria zdjęć

Video

BG Image