Świadectwa

Świadectwa z Polski

Wieczorem przed wyjazdem na rekolekcje upiłam się. Od kilku lat robiłam to często…

Najważniejsza data w moim życiu to dzień, w którym Jezus mnie dotknął. Stało się to w sierpniu 2006 r. podczas tygodniowych rekolekcji o. Billa w Otwocku, na które zostałam zabrana przez teściową mojej córki. Byłam wtedy – jak to się mówi – „na ostatnich nogach”: w ciężkiej depresji, po dwóch próbach samobójczych i z myślami: do trzech razy sztuka. Wieczorem przed wyjazdem na rekolekcje upiłam się. Od kilku lat robiłam to często. Alkoholizm to był jednak tylko czubek góry lodowej; we mnie było piekło lęku, nienawiści, rozpaczy i zła. Opowiem dokładniej jak wyglądało wtedy moje życie, żeby pokazać z jakiej „kałuży błota” mnie Bóg wydobył.

Przede wszystkim nie było we mnie miłości, nie byłam w stanie ani miłości dać, ani przyjąć. Mąż mówił „kocham cię”, a ja myślałam: to niemożliwe, żeby mógł mnie kochać, przecież nie jestem tego warta. Było mi źle samej ze sobą i rodzinie ze mną było źle. Miałam w sobie pustkę, której nie mogłam niczym zapełnić, lęk i poczucie bezsensu zalewałam alkoholem. Nienawiść i agresja kierowały moim działaniem. Wtedy w sądzie toczyła się sprawa o zniesienie współwłasności i osobne wejścia do domu. Drugą stroną sporu była siostra męża i jej rodzina. Jakże ja ich nienawidziłam, a szczególnie szwagierkę, przez którą czułam się skrzywdzona.

e przyszedł czas jeszcze gorszy: umarł nagle mój brat, mając 50 lat. Krzyk mamy: „Krzysiek nie żyje!” Myślałam wtedy: „Jak mógł Bóg zabrać matce jedynego syna?! To nieprawda, że jest miłosierny, jest sadystą i znęca się nad ludźmi”. Odtąd zaczęłam staczać się po równi pochyłej. Nie mogłam się zatrzymać. Czarna rozpacz, czarne myśli, obsesja śmierci.

Zamiast modlitwy, myśli: „niech to wszystko szlag trafi”. Zachorowała mama. Szpital, dwie operacje, ale nie było już ratunku. Odwiedzając w szpitalu mamę, myślałam: „Nie dość, że zabrał jej jedynego syna, to jeszcze każe umierać w męczarniach”.

Życie jest bez sensu – myślałam. Nie chciałam żyć. Proszki plus alkohol. Szpital. Dwa razy w ciągu miesiąca. Potem psychiatra, psycholog. Terapię podjęłam z poczucia winy. Efekt terapii był żaden: pragnienie śmierci i poczucie bezsensu wciąż tkwiły we mnie.

W takim stanie zostałam zabrana na rekolekcje. Niczego się po nich nie spodziewałam. Ojciec Bill powiedział, że celem rekolekcji jest zobaczyć Jezusa, usłyszeć, doświadczyć!

Jezu, dotknij mnie! Jezus mnie dotknął, wyprowadził ze śmierci do życia. Dosłownie: poczułam, że żyję, odetchnęłam pełną piersią, ogarnęła mnie radość. Radość istnienia! Doświadczyłam, że Jezus jest żywy i prawdziwy. Wszedł ze mną w bardzo osobistą relację przez Słowo Boże: powiedział, że mnie kocha, że jestem cenna w Jego oczach, że nabył mnie swoją Krwią.

Pamiętam, jak było dla mnie mocne to słowo o miłości do nieprzyjaciół. Uwolniło mnie od nienawiści do szwagierki. Przebaczyłam jej wszystko to, przez co czułam się skrzywdzona i ofiarowałam Dar Modlitwy w intencji przebaczenia i pojednania. Ja, która przedtem plułam jej pod nogi!

Wróciłam z rekolekcji zakochana w Jezusie. Jezus napełnił mnie miłością, wiarą i nadzieją, radością i pokojem. Jestem uzdrowiona z depresji, alkoholizmu, uwolniona z lęku, nienawiści i rozpaczy.

Duch Święty zmienił moje myśli, moje reakcje, wybory, działanie, moje relacje z ludźmi. Mąż i dzieci mogą odczuwać dobro, które Bóg im przeze mnie daje.

Minęło 7 lat od chwili, kiedy spotkałam Jezusa. Od 4 lat ja i mąż należymy do Domowego Kościoła. Jesteśmy szczęśliwi w małżeństwie.

Cieszę się, że żyję i mogę się modlić.

Dziękuję Ci, Jezu, za wszystko.

Maria Choińska

źródło: www.gosc.pl

Nasze małżeństwo stało się totalną ruiną. Kompletny brak zrozumienia, przemoc fizyczna i psychiczna. I lata prób ratowania tych zgliszcz.

Ratowanie na sposób ludzki: psychiatrzy, psycholodzy, neurolodzy i ratowanie na sposób „kościelny” – poradnie, pomoc kapłanów, rekolekcje dla małżeństw, modlitwy znajomych. I nic. Zamieszkaliśmy osobno, bo nie sposób było być razem. Doszły więc wyrzuty sumienia – jesteśmy małżeństwem, powinniśmy mieszkać razem, ale jak to zrobić kiedy taki konflikt. Dzieci zaczęły przenosić przemoc na grunt szkoły. Wzywanie do wychowawcy stało się chlebem powszednim. Miotaliśmy się, bo wydawało się nam, że już wszystkiego spróbowaliśmy.

Znajomi zaproponowali rekolekcje Ojca Antoniego. Wcale nie jacyś bliscy znajomi, ludzie, którzy w ogóle nie znali naszych kłopotów, do ostatniej chwili dzwonili – Przyjedziecie? Brak pieniędzy? – znajdziemy rozwiązanie itd. Ich zaangażowanie – pierwszy palec wsparcia od Boga.

Pojechaliśmy. Słuchamy pierwszy dzień, słuchamy drugi dzień – ludzie słuchają jak zaklęci, notują – a my – no jest fajnie, ale bez przesady.

Dzień trzeci – mowa o przebaczeniu i tu Bóg podaje drugi palec – światło w tunelu. Przebaczyć to nie to samo co zapomnieć. Przecież do tej chwili wszyscy inni mówili zapomnij co Ci drugi zrobił, spróbuj już nie wspominać, a przecież to niemożliwe. Pamięci nie da się resetować dowolnie. Czyli przebaczam chociaż pamiętam.

Palec trzeci – dzieci są nad wyraz spokojne. Możemy słuchać konferencji. Nie ma bijatyk, kopania, fochów z rzucaniem się na podłogę. Zachowują się normalnie, nudzą się, bawią jak „zdrowe dzieci”.

Palec czwarty – konferencja o otworzeniu serca, Eucharystii – otworzyliśmy oczy – przecież dotychczasowe modlitwy, rekolekcje nie miały sensu skoro traktowaliśmy Boga jak punkt skarg i zażaleń jako realizatora „koncertu życzeń”

Palec piąty – rozmowa z Ojcem Antonim. PO tej rozmowie i po wcześniejszych „palcach” w końcu poczuliśmy, że trzymamy dłoń Boga. Teraz poczuliśmy – „zrobiliśmy wszystko by ratować nasze małżeństwo”.

Ojciec Antoni nie grzmiał – ” musicie natychmiast znowu zamieszkać razem”, nie potępił nikogo z nas. Uspokoił nas, że ta naprawa będzie trwać, że trzeba wielu modlitw naszych za siebie wzajemnie. Modlił się za nas, błogosławił nam i dzieciom. I wlał w nasze serca po kropelce „światła” od Boga – nadziei. Nie zrobił cudu, że pokochaliśmy się natychmiast, nie było anielskich chórów, grzmotów, euforii. Ale dzięki jego modlitwie poczuliśmy, że zostały wyrwane największe chwasty, z którymi nie dawaliśmy rady i zostawił nam resztę. „Odchwaszczajcie i mądrze siejcie. Nie sami. Nie sami ale z Bogiem, modlitwą, wyrzeczeniami, miłością”. Widzimy się w 2015 r.

Wyjeżdżamy, mamy cel, mamy termin, czas w którym mamy go osiągnąć, znamy środki jak cel osiągnąć i mamy dwóch nowych przyjaciół – prawdziwego Boga i ..Ojca Antoniego. Wiemy, że nasza naprawa to misja. Dorota i Przemek (imiona zmienione)

Na moje pierwsze rekolekcje z ojcem Antonim – które okazały się również pierwszymi rekolekcjami Ojca w Polsce – przyjechałam w bardzo trudnym stanie duchowym i emocjonalnym. Byłam w 4-tym miesiącu ciąży i czułam wielki lęk, że coś się stanie z naszym dzieckiem. Wcześniej straciliśmy dwójkę dzieci na wczesnym etapie ciąży i nie mogłam w żaden sposób pozbyć się lęku o obecną ciążę. Przyjechałam zbuntowana, poraniona i w wielkim strapieniu. Jednak już po pierwszej konferencji poczułam, jakby Bóg zaczął nagle dotykać mojej historii. To doświadczenie jest bardzo trudne do opisania. W trzecim dniu rekolekcji poszłam do Ojca porozmawiać i poprosić o modlitwę. Kiedy Ojciec skończył się modlić, powiedział jedno zdanie: „Dziecko urodzi się zdrowe i szczęśliwe”. W czasie tej modlitwy został mi CAŁKOWICIE zabrany lęk. I wiem dobrze, że to nie była jedynie kwestia emocji – to była jakaś wielka łaska Boża, która wtedy wkroczyła w moje życie. Odbyłam na tych rekolekcjach spowiedź i wróciłam do Boga. Resztę ciąży przeżyłam już w wielkiej radości. Wszystko, co Ojciec powiedział mi na temat dziecka – wtedy i rok później – dokładnie się zrealizowało. To były rekolekcje, które diametralnie zmieniły kierunek naszego życia, a dzisiaj trudno mi sobie wyobrazić samą siebie bez tego wydarzenia.

Nieraz z mężem rozmawiamy, że Ojciec ma szczególny dar modlitwy o dzieci i za dzieci. Osobiście znamy przynajmniej dwa małżeństwa, które długi czas starały się o poczęcie, a którym Ojciec na rekolekcjach po modlitwie zapowiedział narodziny dziecka. Widzieliśmy jeszcze inne małżeństwo, które już z maluszkiem przyjechało dziękować Ojcu za jego modlitwę.

Z perspektywy tych kilku lat, w czasie których mieliśmy okazję słuchać Ojca, możemy z mężem powiedzieć: Ojciec głosi Żywe Słowo! Praktycznie po każdych rekolekcjach przyjeżdżamy z odpowiedziami na nasze pytania i z planem na kolejne miesiące. Zadziwiające jest to, że Słowo głoszone przez Ojca trafia zarówno do tych, którzy dopiero wchodzą na drogę wiary, jak i do tych, którzy są na niej od lat. Znamy osoby konsekrowane, które z wielką radością powracają na te rekolekcje. A my sami wielokrotnie mogliśmy z mężem z bliska zobaczyć Ojca poświęcenie, oddanie Panu oraz wielką radość i entuzjazm. „Jak piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę!” (Rz 10,15).

Wierzę, że w życiu nie ma przypadków. Niedawno poznałam (przy kościele) dziewczynę, z którą zaprzyjaźniłam się od samego początku. Po rozmowie okazało się, że jest katechetką, ma na imię Lucynka. Właśnie ona zaproponowała mi wyjazd na rekolekcje z Ojcem Josephem Billem. Niestety właśnie okazało się, że Ojciec Bill zmarł i nie wiadomo czy rekolekcje w ogóle się odbędą, czy będzie miał kto je poprowadzić. Gdy dowiedziałyśmy się, że poprowadzi je Ojciec Antoni, to zapisałyśmy się i przyjechałyśmy do Konstancina – Jeziornej.

Wiedziałam, że coś się w moim życiu działo, ale do końca nie wiedziałam co. Dopiero przyjazd tutaj uzmysłowił mi, co to jest. Od pierwszego dnia zrozumiałam, że dobrze zrobiłam, że tutaj przyjechałam. Zrozumiałam, że Pan Bóg mnie kocha przez całe moje życie.

Po śmierci mojej mamy doznałam dużo przykrości w moim domu od najbliższych. W sercu jednak zawsze słyszałam słowa pocieszenia i miłości, ale nie wiedziałam od kogo.

Właśnie tu na rekolekcjach z Ojcem Antonim poznałam Tego, który mnie tak bardzo kocha. To Jezus, mój Pan i Zbawiciel, który był zawsze ze mną, chociaż ja o tym nie wiedziałam. Pod koniec rekolekcji, podczas spowiedzi, doznałam wielkiego pocieszenia, a po spowiedzi, podczas odmawiania różańca przed Najświętszym Sakramentem, doznałam jeszcze innej łaski. W pewnym momencie zobaczyłam wielkie, bardzo ostre światło, które nabrało kształtu obłoku. Promienie tego światła padły na Hostię i ją rozświetliły. Chwilę później zobaczyłam w Hostii Oblicze Pana Jezusa (takie jak na obrazie „Jezu ufam Tobie”), który patrzył na mnie. Potem w tym samym miejscu zobaczyłam Twarz Matki Boskiej, która też patrzyła na mnie. Te oblicza były żywe. Wtedy doświadczyłam, że Pan Jezus jest naprawdę żywy w Eucharystii, a przy Nim jest zawsze obecna Matka Boża. Rzeczywiście USŁYSZAŁAM, ZOBACZYŁAM I DOŚWIADCZYŁAM Miłości Bożej.

Chwała Panu Bogu za tę łaskę!
Halina

Mój tata w 2002 r. przeżył zawał mózgu. W wyniku tej choroby jest na wpół sparaliżowany. Ma niedowład prawej części ciała. Stracił częściowo pamięć. Nie potrafił odmówić pacierza. Po modlitwie Ojca Antoniego we wtorek porusza sprawniej prawą ręką i palcami u nogi. Potrafi odmówić z pamięci pacierz.

Chwała Panu.
Syn

Od dawna w moim sercu było ogromne pragnienie, aby uczestniczyć w rekolekcjach. Bardzo potrzebowałam i pragnęłam uzdrowienia duchowego i oczyszczenia po moich trudnych doświadczeniach: kryzysie duchowym, uzależnieniu od wróżbiarstwa, cierpieniach zadanych przez najbliższych, odczuwanym przeze mnie niezrozumieniu i upokorzeniu, braku miłości, a w konsekwencji cierpieniu fizycznym objawiającym się m.in. bezwładem nóg, przewlekłą alergią (częste ataki duszności), bezsennością, lękami, brakiem chęci do życia, aż w końcu odczuwaną ciemnością i niepokojem. Mam za sobą nieudany związek małżeński (mąż odepchnął mnie w ciężkim dla mnie okresie, kiedy straciłam pracę), trudny czas, gdy dowiedziałam się o chorobie mamy, potem taty, kłopotach brata. Straciłam też moje upragnione dziecko. Były to bez wątpienia trudne chwile w moim życiu. Dlatego często zastanawiałam się, czy moje życie ma jeszcze sens? Czy istnieje jeszcze dobro, skoro doświadczyłam tak wiele zła?

I kiedy byłam całkowicie pogrążona w ciemności i bezsilności, właśnie wtedy zrozumiałam, że jedyny ratunek jest w Panu Bogu. Gorąco błagałam Pana Boga i Maryję o pomoc. Wówczas uświadomiłam sobie, że tylko On może mi przywrócić siły fizyczne i duchowe. Przyjęłam Jego wolę, a On stanął na mojej drodze. Pan Bóg objawił się w moim życiu poprzez łaskę nawrócenia i przyjęcia sakramentów, a w konsekwencji mój całkowity powrót do kościoła. Mimo to wciąż toczyłam walkę duchową. Powracały lęki, ciemność, zniechęcenie do modlitwy, myśli z przeszłości. Z czasem to wszystko nasilało się coraz bardziej. Podświadomie wiedziałam, że najlepszym sposobem odzyskania wewnętrznej harmonii, wolności duchowej, pokoju i szczęścia, będzie spowiedź generalna. Równolegle z tym pragnieniem pojawiło się pragnienie uczestnictwa w rekolekcjach. Dlatego w modlitwie prosiłam Pana, aby wybrał je dla mnie. Pragnienie spełniło się, gdy przyjęłam zaproszenie na sześciodniowe rekolekcje w ciszy od 3 do 9 sierpnia 2008 r. w Centrum Animacji Misyjnej Konstancinie Jeziornej, aby „Usłyszeć, zobaczyć, doświadczyć Jezusa” w roku 50-lecia Kapłaństwa Ojca Bill’a. Rekolekcje te poprowadził następca Ojca Billa, Ojciec Antoni, misjonarz ze Zgromadzenia św. Wincentego a Paulo w Indiach.

Podczas rekolekcji codziennie uczestniczyłam w Eucharystii, wiele czasu poświęcałam modlitwie. Konferencje ojca Antoniego pozwalały mi zgłębiać i poznawać tajniki mojej duszy, by w świetle wiary uporządkować w sobie wszystko co bolesne, trudne i niezrozumiałe dla mnie. Podczas adoracji podjęłam decyzję o przystąpieniu do sakramentu pokuty. Nie zniechęcałam się licznymi pokusami i przeciwnościami, które wówczas przychodziły. Często podejmowałam walkę duchową, aby na modlitwie wytrwać do końca. Zwłaszcza, gdy robiłam rachunek sumienia z całego życia (przed przystąpieniem do spowiedzi nie potrafiłam się nawet skupić). W trudnych chwilach prosiłam o pomoc Maryję. Wpatrując się w krzyż Chrystusa łączyłam się z Nim w cierpieniu i doświadczeniu. Podczas mszy z modlitwą o uzdrowienie prosiłam dobrego Boga o pomoc dla mnie wierząc, że mnie wysłucha. W pewnym momencie odczułam ciepło i zaczęłam głośno płakać. Przez dłuższy czas nie byłam w stanie nad tym zapanować. Stopniowo od wewnątrz przyszło uczucie ulgi i oczyszczenia z wszelkich ran, które zalegały moje serce. Zrozumiałam, że to sam Pan Bóg mnie dotknął i uleczył. Żałując za grzechy dziękowałam Panu pod krzyżem za otrzymaną łaskę uzdrowienia. Postanowiłam być mu wierną. Przystąpiłam do spowiedzi generalnej. W sakramencie pojednania i pokuty przebaczyłeś mi Dobry Boże wszystkie grzechy i wypełniłeś moje serce swą łaską.

Dlatego dziś pragnę podziękować Ci za wszystko co dla mnie uczyniłeś podczas tych kilku dni rekolekcji oraz w całym moim życiu. Przeprowadziłeś mnie Panie suchą nogą przez morze zła i grzechu. Teraz wiem, że to co wydawało mi się nie do uniesienia, było dla mnie najlepsze i nadało sens mojemu życiu. Dziękuję Ci za Twoją Ojcowską miłość i opatrzność w każdej chwili mojego życia. Szczególnie wtedy, kiedy kierowałeś moim losem według Twojej, a nie mojej woli. Dzisiaj rozumiem, że dzięki temu uchroniłeś mnie od wielu nieszczęść. Dziękuję Ci Panie, że uratowałeś mi życie, że mogę Cię uwielbiać i Ci dziękować. Teraz już rozumiem, że jesteś moją siłą, że właśnie mocą miłości można pokonać zło – grzech – nienawiść. Dziękuję Ci za tę miłość, którą wlałeś w moje serce i którą mogę dzielić się z innymi osobami. Dziękuję za uzdrowienie duchowe i łaskę przebaczenia tego po ludzku niewybaczalnego. Dziękuję za łaskę nawrócenia, za to że na nowo Cię odnalazłam, że jesteś moim szczęściem – moją miłością.

Proszę Cię o łaskę wytrwania przy Tobie, aby NIKT i NIC nie zakłóciło mojej wiernościmi i miłości której teraz doświadczam. Choć czasami po policzku płyną mi łzy, uśmiecham się do Ciebie – kocham Cię Jezu, dziękuję Ci Jezu – ufam Tobie Jezu. Dziś wiem, że chcę pełnić tylko Twoją wolę. Dziękuję Ci Panie Jezu za DAR WIARY – DAR MODLITWY. Ty jesteś królem mojego serca, a zniechęcenia i ciemności, które czasami mnie ogarniają stają się okazją do jeszcze wytrwalszej i gorliwszej modlitwy: za Kościół i świat, chorych, zagubionych ludzi, których spotykam na swojej drodze życia. Dziś łatwiej mi zrozumieć tych, którzy doświadczają trudności, cierpienia i są daleko od Ciebie. Modlę się za nich prosząc, by wrócili na drogę zbawienia.

Dlatego dzisiaj w sposób szczególny dziękuję Ci Panie za Ojca Antoniego, za Jego słowa, że „nigdy nawet na sekundę nie powinniśmy oddalać się od Pana Jezusa, codziennie czytać pismo święte i uczestniczyć we Mszy św. ”, za wielkie, piękne świadectwo miłości i wierności Bogu. To dzięki Ojcu Antoniemu zaczęłam lepiej rozumieć i chętniej czytać Pismo święte. Zrozumiałam, że słowo Boże jest moim codziennym pokarmem. Dziękuję Ci Panie, że poprzez swoją łaskę i moc przekonałeś mnie jak wszechpotężna jest TWOJA MOC I ŻE WIARA W CIEBIE CZYNI CUDA.

Proszę Cię Panie Jezu, błogosław Ojcu Antoniemu, aby słowo Boże, które głosi niosło stokrotny plon. Proszę o opiekę Bożą dla Niego, aby cieszył się dobrym zdrowiem i mógł przybyć do nas jeszcze wiele razy.

Anonimowo

Witam nazywam się Daniel.
Byłem uczestnikiem rekolekcji O. Billa w lipcu 2007 w Otwocku. Już w pierwszy dzień rekolekcji zauważyłem, że od O. Billa bije wielka miłość i dobroć, że jest on człowiekiem który ma wielką moc Bożą. Z każdym dniem stawał się on co raz wspanialszy w moich oczach. W ostatnich dniach rekolekcji, gdy juz widziałem jak wyrzucał złe duchy z dusz ludzkich i pomagał innym ludziom, stwierdziłem że też go poproszę o pomoc. Od 2 lat szukałem pracy w kierunku który studiuję, i nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Pewnego razu w przerwie podczas rekolekcji podszedłem do O. Billa, klęknąłem i poprosiłem go, aby mnie pobłogosławił ponieważ od 2 lat nie mogę znaleźć pracy. Wtedy to O. Bill położył na mnie rękę zamknął oczy i pomodlił się nade mną.

Po modlitwie ucałowałem jego rękę i odszedłem. Po rekolekcjach porozsyłałem swoje CV do kilku firm które poszukują ludzi do pracy z moim kierunkiem studiów. Odezwała się jedna z firm i zaprosili mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Poszedłem, porozmawiałem, po czym udałem się do domu. Kilka dni później zadzwonili drugi raz i zaprosili mnie na kolejną, drugą rozmowę. Poszedłem i dostałem testy do rozwiązania, które moim zdaniem w większości dobrze rozwiązałem. Gdy zadzwonili za trzecim razem to już tylko z wiadomości: „Proszę Pana ma Pan pracę u nas”.

„Niech będzie Bóg uwielbiony za wszelkie cuda jakie czyni w naszym życiu, za to, że czyni nas bardziej szczęśliwymi niż my pragniemy, niż my sobie to wyobrażamy. Daje o wiele więcej i pełniej niż my potrafimy to sobie wyobrazić. O rekolekcjach Ojca Billa słyszałam już wcześniej. W 2005 r. brat zaproponował mi ponownie te rekolekcje. Pamiętam, że nie chciałam jechać. Bałam się prawdy o sobie i swoim życiu. Nie wierzyłam też, że Bóg może je zmienić. W mojej świadomości rekolekcje były dla „słabeuszy”. Ale Pan Bóg nieustannie pukał do mojego serca. Dzisiaj wiem, że to wielka łaska z Jego strony, że mnie odnalazł i o mnie walczył. Moje życie stawało się dla mnie zbyt trudne. Potrafiłam tylko mówić do Boga pomóż proszę, bo dłużej już nie wytrzymam. Inaczej wyobrażałam sobie moją przyszłość. Pragnęłam, by życie rodzinne funkcjonowało według mojego scenariusza. Tak było przez 12 lat. Poukładane życie małżeńskie prysło jak bańka mydlana, a my oddaliliśmy się od siebie. Pozostały dwie córki, które bardzo na mnie liczyły, a ja nie miałam już zupełnie siły. Na początku rekolekcji miałam wiele pytań. I podobnie jak innym uczestnikom wydawało mi się, że bardzo zależy mi na osobistym spotkaniu z Ojcem Billem. Tymczasem Ojciec wielokrotnie powtarzał, że jeśli pozwolimy, to sam Duch Święty będzie do nas mówił i w sercu usłyszymy odpowiedź. Trzeciego dnia rekolekcji na modlitwie w sercu usłyszałam wezwanie Jezusa: Zaufaj mi i pójdź za Mną. Nigdy wcześniej nie pomyślałam, że te słowa mógłby skierować do mnie. Zrozumiałam, że Bóg wskazuje mi drogę, którą mam iść. To on troszczy się o wszystko, a ja powinnam powierzyć mu moje życie i nie szukać własnych rozwiązań. Bo wszystko co czyni i co nam daje jest na nasza miarę. Te słowa dały mi wielką siłę. Poczułam głęboki pokój w sercu. W czasie rekolekcji zrozumiałam, że dla Pana Boga jestem tą jedyną i najważniejszą. Patrząc teraz, z perspektywy czasu na moje życie widzę, że do tego, dla mnie radykalnego pójścia za Jezusem, Bóg przygotowywał mnie powoli, poprzez trudy w małżeństwie, spotkania z ludźmi, sytuacje i wydarzenia. Podczas rekolekcji usłyszałam też słowa, że nie żyjemy dla siebie, tylko dla innych. Zrozumiałam, że Bóg powołuje mnie do służby bliźniemu. A dalszą mą drogę powierzyłam Bożej Opatrzności. Po rekolekcjach moja więź z Bogiem pogłębiała się. Jezus był dla mnie Tajemnicą, którą chciałam coraz bardziej odkrywać. Pragnęłam i pragnę Go szukać i poznawać, aby mógł wchodzić w całe moje życie. Każdego dnia pokazuje mi swoją ogromną miłość i pozwala doświadczać swojej żywej obecności w codziennej szarości dnia i na modlitwie. Życie mojej rodziny upływa w spokoju. Zrozumiałam, że Pan Bóg troszczy się o nas i towarzyszy nam w najtrudniejszych chwilach. W sposób szczególny owoce rekolekcji widzę w życiu i wyborach moich córek, w życiu całej rodziny. Wybaczyłam mężowi. Panu Bogu powierzam każdą moją decyzję, poświęcam mu mój czas i umiejętności. Zrozumiałam, że tak naprawdę to On jest reżyserem całego mojego życia. Czuję, że jestem na swoim miejscu.”

Lipiec 2017. Przyszedł czas na świadectwo, bo wiele już owoców jest widocznych po rekolekcjach.
Przede wszystkim chciałam się podzielić łaską jaką otrzymałam: pokoju w sercu w każdej sytuacji w życiu i pewności, że każdego dnia jestem zaopiekowana, dosłownie tak…i że jest ze mną Jezus, który troszczy się o wszystko. Ja nie muszę robić nic, o nic nie muszę się martwić, bo wszystko przychodzi do mnie od niego z BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM.

Rzeczą dla mnie bardzo ważną było uświadomienie sobie że kiedy zwracam się do Boga o pomoc w trudnej sytuacji to najzwyczajniej w świecie źle się modlę tzn. źle formułuje swoje intencje. Jadąc na rekolekcje byłam obciążona wieloma sprawami, które chciałam powierzyć Bogu by on się tym zajął bo ja nie dawałam już rady. Podczas konferencji w zasadzie każdego dnia otrzymywałam światło w sprawach które chciałam oddać Jezusowi, o co tak naprawdę powinnam się w danej sytuacji modlić.
No i w zasadzie można powiedzieć, że źle się w ogóle modliłam. Za mało było w mojej modlitwie zaufania do Boga, tak jak bym sama chciała wszystko porozplątywać i za mało nawiązywania relacji osobowej z Bogiem. Podczas tych rekolekcji po prostu oddałam wszystko z ufnością, że to Bóg wie najlepiej co z tym zrobić. Co za luxus !!! Od tamtego czasu nie martwię się o nic, bo wiem że jestem w najlepszych rękach i żadna krzywda mnie nie spotka. A jeśli jest jakaś trudna sytuacja to Bóg zaraz staje w mojej obronie. Niesamowite! Za sprawą modlitwy oczywiście. Mąż obiecał że będzie dla mnie lepszy i że wszystko mi wynagrodzi. Obchodzimy właśnie 10 rocznicę ślubu. Codziennie jest ze mną Słowo Boże, które otrzymałam: „Bóg ocali ciebie i twój dom”.

Chciałam się jeszcze podzielić świadectwem po mszy z uzdrowieniem, którą mieliśmy na zakończenie. Zostało powiedziane zdanie : „że Bóg udziela błogosławieństwa małym przedsiębiorstwom” pomyślałam wtedy o moim mężu, który jest architektem i prowadzi swoją małą firmę. I nie pomyliłam się. Już jak wróciłam do domu to dowiedziałam się, że ma bardzo dużo zleceń, wiec w tym roku na pewno na brak pieniędzy nie będziemy narzekać. Ja natomiast po 10 latach bezrobocia dostałam prace na umowę zlecenie w teatrze muzycznym. I myślę, że nie przez przypadek się tam znalazłam. Nie jest łatwo, bo środowisko artystów jest bardzo trudne, ale jest ze mną Bóg. Może to uwertura do czegoś lepszego co dla mnie przygotował. Dodatkowo koncertuje od czasu do czasu.

Na zakończenie poproszę o modlitwę o szczęśliwe rozwiązanie i zdrowe dzieciątko gdyż jestem w 7 tygodniu ciąży! To kolejne błogosławieństwo jakie otrzymałam. Długo mogła bym pisać, bo codziennie dzieją się cuda. Czuję też bardzo wyraźnie, że wszelkie przekleństwa zostały ze mnie zdjęte. Nie mają na mnie wpływu. Jestem chroniona przez Najwyższego. Nareszcie
jest wokół mnie więcej dobra i dobrych ludzi. Nareszcie nie spotykam się ze ścianą chcąc zrealizować cokolwiek w życiu tylko otrzymuje błogosławieństwo lub drogowskaz którędy iść. To bardzo ważne!
Jestem naprawdę Odgórnie zaopiekowana! Dziś mogę powiedzieć że wszystko powoli się zmienia. Bóg wyprowadza te sytuacje, zmienia je i ludzi też. Żadna moja intencja nie pozostała bez odpowiedzi. Wszystkie zostały wysłuchane.

Warto dopisać jeszcze jedną ważną rzecz, że uzdrowienie podczas rekolekcji często dokonywało się przez czytanie Słowa Bożego i, że wraz z odcięciem mnie od przekleństw Bóg zabrał wszystkie lęki jakie w sobie miałam. Nie ma we mnie strachu. Przestałam się bać np. o swoja przyszłość.
CHWAŁA PANU. Uczestniczka rekolekcji

Lipiec 2017 Moje życie było w totalnym chaosie. Wiedziałam, że jest Bóg, ale żyłam obok niego i tak naprawdę całe moje życie było niepoukładane. Przez ten czas szukałam różnych rekolekcji. Jeździłam również na rekolekcje o uzdrowienie i to co chciałam powiedzieć, to to, że na tych rekolekcjach ja nie chciałam się dostosować do programu, bo wydawało mi się, że mogę wybierać – na to pójdę, na to nie pójdę i ostatecznie nie czułam takiego prawdziwego uzdrowienia. Dopiero teraz mogę powiedzieć, że te rekolekcje są dla mnie tak mocne i czuję wiele łask, a to o czym dzisiaj chcę powiedzieć to to, że naprawdę czuję, że wybaczyłam osobom, które bardzo mnie poraniły. Czuję, że Pan Bóg mnie tak bardzo dotyka, że nawet nie mogę już o tym mówić. Uczestniczka rekolekcji.

Lipiec 2017. Przed rekolekcjami w ogóle nie mogłam chodzić. Kiedy zadzwoniłam do organizatorów prosiłam, żeby mi przydzieli jakiś pokój na parterze żebym nie chodziła po schodach. Miałam taką sytuacje, że nawet nie mogłam kilka kroków przejść kiedy wyprowadzałam psa. Bardzo się bałam i myślałam gdzie ja pojadę i kto mnie tam będzie nosić? Chyba trzeba będzie wózek inwalidzki zamówić. Chce powiedzieć, że od samego początku wierzyłam w to, że Pan Bóg mi pomoże. Wtedy kiedy już zdecydowałam byłam wewnętrznie o tym przekonana, bo ja doświadczałam ogromnych uzdrowień etapami u ojca Bill’a . Byłam gdzieś wewnętrznie przekonana w moim duchu, że to jest niemożliwe, żeby Pan Bóg mi nie pomógł. Przyjeżdża następca ojca Bill’a więc myślałam – Panie na pewno mi pomożesz – i tak to się stało, że nawet nie korzystałam specjalnie z windy , bo chciałam sobie sama udowodnić, że ja naprawdę chodzę po tych schodach. Chwała Panu!

Grudzień 2016. Chciałam zaświadczyć o ogromie Miłości Bożej, która spłynęła na mnie podczas rekolekcji z Ojcem Georgem w lipcu 2016 roku. Doświadczyłam Miłosierdzia Bożego, które dostępne jest dla każdej osoby, która się Mu powierzy. Byłam wówczas chora na zaburzenia schizoafektywne (F.25) proces mojego uzdrowienia wówczas już trwał, bo w roku 2008 usłyszałam proroctwo, że ten cud się wydarzy. Zranienia z całego życia spowodowały tę chorobę, która jest nieuleczalna. Na rekolekcjach były poruszane treści (nie o wszystkich chcę tu mówić, bo są one zbyt osobiste), które spowodowały, że mój proces uzdrowienia trwa. widzę, że Bóg dotyka obszarów, które wcześniej były przed Nim zakryte. Przez to być może nieudolne świadectwo przekonać wszystkich, ze życie z Bogiem daje prawdziwe szczęście. Uczestniczka rekolekcji.

Z reszty świata

I come from a working class family that were not practising Catholics by any means. I led a life in fear of my father and, being the youngest of ten, it was difficult to be noticed by my siblings. They were from 5 to 20 years my senior and I was always pretty much the last to know about anything at home until it happened. My father was somewhat peripatetic as he moved from home to home and job to job all through his life.

As I changed schools, year in and year out it wasn’t easy to make friends and I relied pretty much on my education to get me through life. I studied at University and have had a reasonably successful career so far. However, home life was never easy. My family were 80% against the Church and we’ve had problems with depression, murder and suicide in our family. Something was clearly wrong and for some reason I always had a feeling that God may have been watching over me.

It was never easy to remain close to God as I never really understood the beauty of being a Catholic. After reading all sorts of Anti-Christian literature such as “The Da Vinci Code” I began to look at other Fraternal Organisations and soon found out that they were not from God. I became afraid and wanted to seek help from Christ. I was lapsed, educated and spiritually bereft.

I met Fr Bill in 2007 at the Healing Mass in Dromantine. After about 2 hours of his teaching/preaching I said “I’ve got to do this Retreat”! So, I booked a place in Knock for April 2008 and looked forward to it. Sadly, Father Bill passed away in March 2008 and we had the chance to become introduced to Fr Anthony, Fr Bill’s successor. When I attended I had a lot of worries about why I was there. I soon found out by the end of day four that the reasons were not so much for my family (as I had thought), but it was for me, and what I had experienced as a boy!

The retreat is all about accepting who you are, learning about Jesus, experiencing Him and then dealing with the problems we have in life that are specifically related to our sinful lives. We gain an insight as to what it takes to recognise the love of Jesus Christ and actually how easy it is to accept Him into our lives. The retreat saved my life, and I will never forget it.

My advice to anyone is to attend the 6-day retreat, take it as it comes and be ready to realise two things:

What Life is really about
Realise that God loves us!
I am a very well educated individual, who never attended Mass let alone really acknowledged my Church in recent years. The Fr Bill/Anthony Retreat has really made a difference. I recommend that those who read this should do the retreat and stick with it…….Miracles will happen!!

Anonymous

Northern Ireland

Meine Erfahrungen bei den Exerzitien mit Pater Anthony in Johannistal
Lobpreis, Dank und Ehre dem dreifaltigen Gott, der uns allen so einen begnadeten Nachfolger für Pater Bill geschenkt hat.

Pater Anthony ist noch so jung und trotzdem schon so tief geprägt vom Glauben, Vertrauen und von der Liebe zu Jesus und den Menschen. Die vielen Beispiele aus seinem Leben haben die ausgesprochenen Bibelstellen noch mehr verdeutlich und anschaulich gemacht.

Pater Anthony war in großer, ehrlicher und aufrichtiger Weise sehr bemüht, unsere Herzen zu Jesus zu führen, auf dass wir die Liebe Jesu annehmen und mit Jesus in inniger Gemeinschaft leben. Diese Schönheit des Lebens, bei Jesus zu sein in jedem Augenblick, hätte er nicht besser verkünden können.

Wertvolle Hilfe war mir auch, als er uns auf die verschiedenen Gefahren im Glaubensleben hinwies.

Viele Glaubenswahrheiten sind mir neu bewusst geworden, die verschiedenen Bibelstellen haben sich mir neu erschlossen.

Mein Glaube, mein Vertrauen und meine Liebe zu Jesus sind weiter gewachsen. Ich bin überglücklich!!!

Von Herzen Dank an Pater Anthony für sein Kommen, Dasein, sein Verkünden des Evangeliums und für all seine Mühen.

Beten wir gemeinsam, dass Gottes Reich gelebt durch Pater Bill, jetzt durch Pater Anthony sich immer mehr ausbreitet zur Verherrlichung des dreifaltigen Gottes und zur Rettung der Seelen.

ERNA G.

The best retreat I was at in my whole life. It was simply wonderful. I feel young again and the experience was great. I heard all new things that I never heard before and learned a lot from Fr. Anthony’s retreat even at this ripe old age of 89. All I wish is that I was younger for more of these retreats. Hope to see you soon again. God is good, all the time!
Mary

Meeting Fr. Anthony and listening to his ‘stories’ was the highlight of my retreat. He brought home to me what I was missing in everyday life with his simply analogy. His humour was also infectious and lifted many a sad heart. Thank you Fr. Anthony for helping me get over the death of my beloved son who died earlier this year.
Kathleen

When I was traveling to Dromantine on Sunday for my first retreat, after years of my family pushing me to go, I began to feel peace. Over the week, through Fr. Anthony’s teachings, I have renewed my faith and belief in the Church and Jesus. The week has not been easy and getting back on the path to God and staying on that path will not be easy, but will be rewarding. God has given me many gifts and has now cleansed my soul. I shall praise Him and try to keep His Word.
Joe

I found Fr. Anthony’s teaching to be so interesting and meaningful. His love for Jesus is so evident. He is full of joy and love. The retreat has given me the desire to follow this path. Thank you Jesus.
BRIAN

What a wonderful experience. Fr. Anthony is a very holy man. Fr. Bill would be and is very proud of you. Thank You Jesus, Praise You Jesus. Margaret

During my retreat with Fr. Anthony, Jesus touched me and gave me a new direction in life.
Thank You Jesus.
Dan

On the evening of May 11th, 2008, I arrived at Dromantine for my retreat. As I waited in the lobby to check-in, I turned and saw a man standing on the stairs in a dark coat. I had NO idea who he was but as I looked at him, all I can say is that I saw Jesus Christ in his eyes. It was the most purest sight and feeling I have ever had. The holiness in him was so evident. I later realized when he came in to greet us that it was Fr. Anthony. What a gift we had been sent. After Fr. Bill’s death, I felt lost, he was so great. On our last day of retreat, I thought I had received enough gifts and blessings, had so many questions finally answered and experienced so much love. Just before Fr. Anthony gave us a final blessing, I closed my eyes and I was in the presence of God as I have never experienced. This man, my brother, Fr. Anthony is a pure gift from God. The world is again a better place, Thank God. Gemma

For a few years I have been working and staying in Ireland. I had an opportunity to join a group of young people coming from a parish in Ireland and go for World Youth Catholic Day in Sydney. I felt I had been called so I answered the call and started to prepare our pilgrimage to Australia.
We travelled to Australia in the beginning of July. It was a very long journey. Australia is a beautiful country with nice and friendly people. During a few days we heard preachings of bishops from all over the world. Their talks were interesting and instructive. The holy Eucharist with the Holy Father was beautiful and full of hope. I met many interesting people from all over the world there.

However, when I returned home, I realized that this experience was more a trip than retreat. Various places that I visited were coming to my mind more than what I heard…

Then I came home to Slovakia. Otilia, one of organizers of the retreat with Fr. Anthony in Nove Zamky called me to participate in this retreat. Last year I was in the retreat of Fr. Bill so I knew what I could expect.

This year I came for only the last two days. During those days I again felt how much the Lord loved me and how important I was to Him. Through the words of Fr. Anthony I really understood who is the Holy Spirit. Fr. Anthony explained in a simple way how the Holy Spirit acts in our lives.

God knew that I had been at the bottom and thanks to His immense love He filled me with a new hope and put great peace into my heart which I have not felt long ago. I went to Sydney and it is the truth that I came back filled with experience but I found the real peace and joy at home in Slovakia, in this retreat for which I thank very much.

I am sure that everyone who is searching for something or is not sure about anything will find God´s answer and it may happen through words of Fr. Anthony. I learned a lot in his talks. God opened my heart so that I could understand what He wanted to tell me. I hope you will get the opportunity to experience this great retreat.
Thank you Jesus, Erika

This year I was fortunate enough to attend two Fr. Bill retreats by Fr. Anthony. I would never have imagined just how special & precious they were going to be.
The quote from the bible ‘Ask & ye shall receive, seek & Ye shall find, knock & the door shall be opened unto you’ became a reality for me as all trace of doubt as to the existence of God and his love for me was completely obliterated.
I consider myself to be quite a curious, questioning person. I like true information & do not like nonsense of any kind. Now that’s out of the way, I’ll try to explain my story……
Before I went on this retreat, I had a few ‘unusual’ experiences that made me wonder a lot. My dad died in a car accident when I was 10 years old. Many years later when I was attending my college lecture – with my mind fully on my lesson – out of the blue I suddenly became overwhelmed with an immensely strong sense of love. This was definitely not ‘self-generated.’ It was somehow ‘external’, as though my Dad or someone like that-was sitting right next to me-to my left hand side to be exact. Still at the time I dismissed it afterwards, not being one to place too much importance on my feelings-I’d much rather read a book instead. Now I know this to have been one of the many examples of God´s grace & goodness to me.
Before coming to my first retreat last April, I was accustomed to feeling inconsolable. I experienced a lot of problems; too many to mention- to the point where I felt pre-maturely aged since I was quite young. Life felt relentlessly severe in many different ways even though I was always trying very hard to do things right. I was ‘running on empty’ etc I could go on….

So that week of the retreat I decided to pray in a serious way to Our Lady at Knock and I do believe that she led me to Jesus. It was as though she instructed me to ‘open my heart’. She interceded for me in a special way and a very helpful encounter with Fr. Anthony came about.
He was very accurate & insightful. Spot on actually! He exceeded my expectations & I got more than I bargained for in some ways.
Well he’s some man for one man and a force to be reckoned with for sure! I have much gratitude & admiration for him. Thank God for Fr. Anthony! I’m sure Fr. Bill (RIP) was over-seeing matters too. It made me appreciate how important priests really are also. I do feel as though I was ‘brought back to life’.
I felt I got a lot of healing at a deep and far-reaching level. It was not in any way short-lived either. I’m not that easily persuaded.

Fr. Anthony explained the Catholic faith in a very informative way and made learning the word of God very interesting & enjoyable. I was absolutely enthralled by his stories (so funny!) & his lessons were really substantial & thought-provoking.
The retreat did challenge me in a big way too, in ways I never would have imagined. E.g. both times I found day 3 hard and then after it was over (it’s a long story) but I would not have missed it or exchanged it for anything (not even a holiday in Fiji, seriously!)

Basically the truth of Jesus Christ and in a particular way the Holy Spirit came alive for me in a very undeniable & ‘demonstrative’ way during these Fr. Bill retreats. I’m still quite astounded & amazed by it all.
Having experienced the love of God my entire perspective has altered in a way I’ll be forever grateful, for – I’m 100% certain – without a doubt- that I have a Father (or two) in heaven who knows, loves, understands & protects me. I am very re-assured there is a plan for my life. This alone is a miracle because previously I had zero sense of safety.

I also have a new understanding & appreciation of the Holy Mass and also a better awareness of Jesus in the Blessed Sacrament. I want to go often now to come to know Jesus better & to experience his love more & more. The first time I went to adoration after the retreat, I experienced a real physical warm sensation in my heart. Usually now though I feel a ‘gentleness’ I find hard to explain. One thing is constant though and that is that I always leave feeling better & stronger.

Trying to increase my faith and get closer to Jesus has been a very joyful, freeing, experience to me & such a relief. I’m at a loss to describe how glad I am. It’s my opinion that nothing in this world makes any sense without Jesus. I never again want to lose awareness of His presence. He brings meaning to everything.-all the past sufferings & what I face now & in future.
Thank You Jesus. MaryH.

źródło: www.frbill.net